9 dni miesiąca i nic nie napisałam. No to będzie o wszystkim i o niczym.
Zacznę od środka.
Weekend wsiadam do autobusu telefon. Dzwoni Czarny. Chce, abym mu pomogłam. Wyłuszczam, aby na GG pisał we wtorek. I moja naiwność, dobroć, głupota (wybrać dowolne, dopisać) sprawia, że mu pomagam zakupić koszulkę Flash jaką nosił Fredek.
Oczywiście nie można się poddawać temu wszystkiemu, bo bym zginęła. Choćby ostatnio targając zestaw klawiatur na spotkanie fanów do Hydro4, bo się Kotu zachciało. Nie wiem po kija jej to, ale niech się cieszy dziewczę.
Od soboty gościłam sweet meg. Jak zawsze okraszone żelkami, winem i dobrym jedzeniem. W sobotę dziewczę zostało wyprowadzone na azjatycki brzeg stolicy gdzie Apaszem Franek był (dobra piosenka była o Czerniakowie). I jak się okazało inna fanka nie daleko od nas też się bawiła. W niedzielę Wilanów, 3D w Fotoplastikonie (który zostanie chyba obowiązkowym punktem wycieczek fanów Queen, aby poznali moc fotografii 3D jak doktorek Brian), portki Fredka w Hard Rock Cafe, zamknięty Jeffs, ośnieżone pola mokotowskie. Po drodze spotkanie MarcinaN. Morał nic nie mówić w autobusie, bo mnie po głosie rozpoznają. A wieczorem Lasha i Dragan, Hot wino z Hot Faworkami. Taki wieczór plotek i ploteczek. Kogo uszy piekły tego moja wina :P Tak to jest jak się baby spotykają.
I tak minął uroczo weekend. Tylko meg marudziła, że cały dzień minął i nic Queen nie leciało. Musiałam zaspokoić jej pragnienia. I jeszcze marudziła, że Tynę i Karolinę karmiłam goframi, a jej nie chce zrobić. Zaraz usłyszę pretensje innych eks gości.
Obecnie planowanie kolejnego spotkania tym razem wyjazdowego u biednego Bizona. Biedak nie wie jaka kara go spotka.
Ostatnie spotkanie fanów dość tradycyjne, dowiedziałam się jak to mało lokalu nie straciliśmy dzięki słodkim zabawom panów. Kiedyś nas wychrzanią.
Po lekturze knigi o Led Zeppelin. Stwierdzam, że to nie był wielki zespół. Wielki gitarzysta, ale nie tak wspaniały wokal. Ogólnie po lekturze cała masa przemyśleń, oglądania YT z koncertami. Może Plant ma skalę i możliwości, ale inni lepiej korzystali z tego co im natura dała. A mało się mówi o zapożyczeniach w tekstach piosenek Zeppelinów, problemach z prawami autorskimi. Ogólnie jeden wniosek LZ to zespół Pagea. A John Paul Jones ma wiele od naszego Johna. Pragnienie bycia z rodziną, spokój i wyrażanie swojej opinii. Tylko Jonem pozostał przy muzyce i w krytycznym momencie pociągnął zespół do nagrywania albumu, a nasz Janek raczej uciekł. I o tym się nie mówi. Ale LZ startowali z innej pozycji niż Queen czy choćby Żuki. Nie musieli bić się o wydanie albumu. Mieli już jakąś pozycję dzięki poprzednim dokonaniom. A ich menadżer postawił na USA i głównie tam koncertowali. No to dlatego w Stanach są kultowi. Mało kto, wie, że na ich ostatni koncert w UK (nonen omen w tym samym miejscu co Queen) nie sprzedały się wsie bilety. Dobra LZ byli na swój sposób wielcy, ale jak ktoś mądry w książce zwrócił uwagę teksty piosenek bywały w gruncie rzeczy o niczym, bo liczył się Page i Bonham. W sumie to ich bardziej trawie od U2. W sumie książka głupia, bo monotonne zdjęcia i brak głębszego wejścia w działalność spoza LZ. A teraz czeka książka o Genesis (kolejna już). W sumie to czytam i tak dwie książki naraz.
W sumie to Rory w lutym zmotywowała mnie do pracy. Jakby inni brali z niej przykład. No i ze mnie. :P
W sumie idzie Olimpiada to będzie jeszcze mnie czasu.
W sumie można udusić Prezesa.
W sumie znowu mnie pytali o zlot na spotkaniu i GG. I znowu odpowiadam to samo.
W sumie Qndzia z Monitorem szalały i przypomniało mi to moje szaleństwa z meg w Bydzi.
W sumie to nie kupujcie czekolady Wedla do robienia w domu. No chyba, że zmodyfikujecie przepis.
W sumie Anulka pytała się o Hot Wino do Łodzi. Maybe…
W sumie ludzie znowu uwierzyli w jakieś głupoty o parówkach…. Tak trują nas i umrzemy.
I będzie na smutno i z elementem Q, bo miejsce zobowiązuję ;)
Myślałam, że dziś już nie będę czuła niczego… ale jednak gula w gardle łapała, łzy w oczach były….. wiadomo czas leczy rany, koniec jest początkiem i takie tam gadki.
Zapewne stali odbiorcy tych treści mogą kojarzyć, mieć mgliste pojęcie jak pisałam o Dniu z Życia Dagi, opisywałam co robię itd. itp. Kiedy mam czas na to wszystko. I w sumie to cytując klasyka Crystala teraz to na razie będę mieć full czas zostanę modnym nołlajfem.
Sporo osób wiedziało co robię, znało moje mniejsze i większe przeżycia z pracy. Jedna nawet zawitała prawie pod progi. Inne dostawały zdjęcia, inne oglądały na NK czy na FB. Inne zaś korzystały z mych tajnych rad związanych z żarciem. No było, ale się skończyło jak u Hitchcocka. Ba!! A nawet lepiej. Bo Mistrzu takich ciosów nie zadawał. Nie będę się tu rozpisywać nad formą i całą sytuacją tego jak w pewien dzień jak grom z jasnego nieba spadła na mnie i moje koleżanki informacja o likwidacji naszego miejsca pracy. Teorii spiskowych (w czym jak wiadomo jestem super) jest kilkanaście czemu my, a nie mniej wyspecjalizowane laboratorium w naszej sweet inspekcji. Pominę fakt, ze wszystko wykrakałam. Co tylko daje mi nauczkę, aby ugryźć się w język, a nie krakać jak Kasandra. Ehhhh detali wam oszczędzę, bo się nadają momentami dla NIKu czy innej kontroli czy gazety, tak to bywa w budżetowych realiach. Na koniec napisze nie życzę komuś uczestniczenia w niszczeniu czegoś w co się włożyło ileś lat swojego życia. Boli, oj boli jak cholera…..
No dobra na pociechę taki wykaz wspomnień Q jakie kojarzę i pamiętam.
Prima do pracy wzięłam kubek jaki dostałam od Zbyszka, potem jako nałogowiec herbaciany zatargałam dostany w tym celu kubek od meg z Garfildem. Niestety kubek od meg zginął śmiercią tragiczną…. Był potem zastępowany przez kubek jaki dostałam od mojej szefo (numer 3 aby je rozróżnić w przypowieści). Kubek od Zbycha miał więcej szczęścia, bo jak spadł to się tylko ukruszył. Pomijam fakty jak zalałam herbatą klawiaturę w pracy…. Zalałam dokumenty…. jak ktoś je potem dostał trochę inne…. :P no co laboratorium badające żywność to ślady muszą być na dokumencie przebadania ;)
Tablica korkowa nad biurkiem, a na niej: foto Q z lat 79 z The Game w skórkach (opisywałam przygodę z rozpoznaniem Briana przez audytora we wrześniu), foto z V zlotu przy big napisie Queen, foto z urodzin Fredka w NML i komiks Catera z Lostami.
Komputer, a tam w 2008r. ustawiłam wygaszasz z fotkami z QPR jak się zagrzewałam do trasy.
Winamp i skórka z Rogerem, aby było inaczej.
Cofamy się w czasie. Pierwsza szefowa (nr 1) i spotkanie przy cieście i winie w pracy. Szefowa lubiła winko jak była okazja to przyniosła butelkę do badań organoleptycznych. I jakieś ostanie takie siedzenie, odchodzi z pracy (efekt polityki władz najwyższych jak chcieli kogoś udupić to końcu to zrobili ze szkodą dla Inspekcji w gruncie rzeczy dobra to nie temat na to) i opowiadamy co robimy w urlop. Ja świeża mój pierwszy urlop. I V zlot. Opowiadam, że będę śpiewać (tzw. śpiewać jak wiadomo). I chce, abym coś zaśpiewała Queen. No ja primo mówię, że nie śpiewam, a po drugie nie znam słów piosenek. Na koniec chciał ode mnie składankę z mp3 (taką mieszankę) i Barcelonę, którą raz słuchałam i jej wpadła w ucho. No mam nadzieje, że słucha jej.
Potem była szefowa numer 2. Która chciała ode mnie pocztówkę z Londynu jak jechałam z okazji 15 rocznicy zgonu wąsacza z innymi fanami.
W sumie nigdy nie miałam problemu aby mieć urlop na zlot, koncert czy inny wyjazd.
Mam milion innych wspomnień gdzie padało Queen. Choćby wczorajsze. Dzwoni mi telefon. A koleżanka. Dagmara, ja ciebie nie poznaje!!! – bo miałam Step by Step. A ja zatwardziały słuchacz Antyradia. Biedne musiały tego słuchać takich łomotów. I wyszło, że to piosenka mojej mdłości i dlatego mam w komórce. Pomijam fakt ile razy kogoś w pracy i siebie wystraszyłam smsem z dzwonkiem - YEAAH (Fredka) Pełne skupienie, miareczkowanie (kto nie wiem niech spr. w Wikipedi),a tu cisze przerywa taki krzyk. He he
Na sam koniec powiem, ze Hot Wino też było przebadane… i to od samego rana ;) Kurczę gorzej od obsączy murków, bo oni zaczynają później ;) Miałyśmy kiedyś zrobić destylację próżniową i spr. ile ma alkoholu tego zacny wyrób.
Ba i te rozmowy z Coraxem przy śniadaniu. O spektrometrii, kanapkach i soczkach. Pomijam, ze Coraz się ostatnio na mnie wypiął i go nei ma. Ale to inna bajka. Ja go dorwę w tej jego łodzi. Ba to już druga z łodzi, którą trzeba będzie usunąć (nie użyję słowa zlikwidować), ale jedna pani doktor (nie podejrzewam wyższych stanów) na UŁ obraża Queen na zajęciach… trzeba tam wysłać mafię łódzką Bizona, Mike, Rzodka, Maleństwo, Witka, Dorotę i ich załatwią. [no o tym jeszcze będzie]
A jutro Kot i Asia dostaną 4,5 gifta z mojej pracy… kto będzie na spotkaniu ten zobaczy.
No i tyle ten tego kurczak ….
Eh
Jak by co to na spotkaniu Hydro4 przyjmuje kondolencje i stypa jak by co…
The best of
Hot Hot
W poszukiwaniu straconego szparaga z dedykacją dla Lashy i Lemura no i Fenderka
le_mmor napisał: oj, chyba chcesz zostać pierwszą uśmierconą bohaterką Another Story, my dear
daga napisał: 1. znowu literówka "bliski" 2. Ja jestem wiecznie żywa jak Lenin i HS
Takie z wykopalisk.
A z innej beczki chyba innym się nudzi i ma za wiele tupetu. Jeden tworzy forum Queen i myśli, że będzie popularne i tłumy…. Patrzę tydzień i ciągle 1 rejestracja…. Wielki sukces…
Nie będziemy odbierać chłopakowi marzeń.
A wpierw przyszedł jeden mądry na forum i reklamuje swoją stronę. A niech reklamuje. Przy okazji skrytykował moją, obronili ja wierni czytelnicy. Rybcia. Ale człek miał większy tupet odezwał się do mnie, bo chciał współpracować. Ba. Twierdzi, ze mój to przestarzały model itd. I najlepiej przejść na jego adres! No dowcip stulecia. Prima anonim, nie ma wychowania i się nie przedstawił. Tym bardziej nie lubię z kimś rozmawiać jak coś chce ode mnie. Zero poczucia marketingu. Ja mam wypracowany adres, znany i chyba jednak lubiany. Ba mam stałą klientelę co dnia. (jak to brzmi jak z burdelu) To się proponuje po pracuje nad twoim itd. itp. Jedyna osoba, która była dopuszczona do mojej strony to był MarcinN. Jedyna osoba, z którą pisałam o współpracy / przejęciu pół żartem pół serio był Marcin z Polic. Jedyna z jaką współpracuje na zasadzie wymiany usług jest Wudzun z Queen Corner. A dawno, dawno temu współpracowałam z jedną stroną, której adresu i nazwy nie pamiętam było coś z Queen zone w nazwie, ale strona przestał istnieć i przestała istnieć współpraca. Moje niusy na tamtej stronie wyświetlane były i tamta strona miał jakąś popularność i to ja korzystałam na tym. Ale to było dawno temu i nie prawda.
Nie wiem jak to możliwe, ale przez telefon meg mnie zaraziła i boli mnie strasznie gardło, ledwo mówię i jak się utrzyma to nie zaśpiewam nic na spotkaniu sobotę.
Meg wysunęła w liście pytanie na co ja tak zła jestem na Prezesa. Ja zła? To raczej głęboka irytacja moja i Rory. Ba my ciągle z Rory snujemy teorie spiskowe na temat Prezesa, bo nam się fakty coś nie zgadzają. Bo jak mawiał Holmes: Odrzucając to co jest nieprawdopodobne. I zostaje nam to co jest prawdopodobne i to jest prawdą.
Pożyjemy zobaczymy.
A na razie wgłębiam się w knigę o Led Zeppelin. Phi oni to całkiem inaczej zaczynali, oni się nie męczyli jak Q z wydaniem pierwszej płyty. A w obwodzie o Queen i już zaznaczam błędy, to jest porażające jak to jest przetłumaczone momentami!!! Inna droga opinie o albumach. albumach wersji anglo zagłębiałam się w opisy piosenek i albumy jakoś mi przeszły koło nosa i teraz to widzę. Momentami skrajnie różne niż ostatnie recenzje z TR.
Wreszcie mam kalendarz na ścianie. Primo do 10lat mam zawsze co roku Q kalendarz. A ostatnio jak wisiał mi koło nosa sprawdzał się doskonale do spr dat. Póki przez miesiąc nie miałam to było łyso, odruchowo patrzyłam na ścianę…. Teraz pełnia szczęścia i funkcjonalizmu. Kalendarz w kompie to nie to samo. Tak samo jak zegarek w komórce, jedyny słuszny to na ręce.
Obejrzałam satelitarną pogodę dla Wawy i mnie zmroziło temp. odczuwalna -36C!!! Nic tylko siedzieć w domu i czytać książki.
Dobra finał planów obalenia władzy spełza n niczym, bo jednak Prezes żyje i jedynie porwanie przez Beduinów może nas uratować. No, ale to nie kończy snucia intryg, planów i konowań moich i Rory. No, ale fani sobie poczekają na zina…. Rekord pobity…. Jesteśmy de beściaki…. Ehhhh
A tu rzeczy do kolejnego numeru spływają…. I to same z siebie, bez zachęty i gnębienia.
Znowu robię za biuro informacji sportowej dla Lemura.
Ogólnie sport jednoczy fanów: skoki, piłka, siatka, ręczna i F1. No temat zastępczy Polaków to sport. Bo polityka to zbyt drażliwy temat.
Gazeta TR przeczytana i da się żyć. Teraz magluje polską wersje Complete Works. I już mnie porażają błędy w tłumaczeniu! Dzikus zmieniające sens totalnie informacji!!! Kto to robił!!! Nawet ja widzę po angielsku, że inne znaczenie!!! A to dopiero 40str. A kilka błędów tłumacza, autora. Drugi raz jak będę czytać po zaznaczam błędy. No, ale chyba tłumaczenia Rocka Sky i tak nic nie przebije. Przynajmniej jest ciekawie.
Tak samo ciekawie rozwiązuje się wspólnie krzyżówkę z Olą.
Jakby ktoś nie wierzył w magię 3D fotografii niech zajrzy do Fotoplastykonu. Tam przekona się bez problemu co tak kręci staruszka Briana. Pomijam, że miejsce ma swój klimat i samo w sobie przyciąga. A praca tam to jest chyba nie zła fucha :P Więc kto będzie w Warszawie niech tam czym prędzej pędzi. :P Full zabawa za 1zł. Mógłby Brian wpaść i obejrzeć :P
Dziś wyszło mi i Lemurowi, że musimy zlikwidować jednego z fanów. I bynajmniej nie jest to Prezes. I układamy plan. Ostatnio jestem świetna w układaniu planów na każdą okazję.
Dobra w chwili zwątpienia.
Mike, Mike…
Chyba był czyimś ojcem? Ale te związki na forum i po za nim są takie skomplikowane.
Od czego tu zacząć? Od jego porażającego avataru na forum z łapą? Mówiącego widzę cię i mam. Dłonie to jeden z fetyszy… Za nim poznałam go osobiście w 2007r. jawił mi się jako symbol sex ;) żart ;) Symbol człowieka z pokręconym poczuciem humoru, chyba Łódź słynie z nich patrząc na Coraxa i po części Bizona. Ba każdy z nich ma inne poczucie, inaczej patrzą na świat. I Mike ze swoimi rozbrającymi tekstami, wstawkami w ASAQ, pomocą i takim jednym ze stałych elementów na forum. Poznałam Coraxa na V zlocie i ciągle nie znalam enigmatycznej osoby Mikea, tylko Bizon był bardziej widmem niż realna postacią. Co tylko powiększyło jego migniecie nam w 2007r. Ale tu o Mike’u ma być.
No i poznałam osobiście tego osobnika. Prima okazało się, że ma sześcioro oczu! I jest taki wyciszony, spokojny, małomówny! Toż to było podejrzane?! Czy to na pewno niebieska dłoń z forum?! Oj człowiek miał wątpliwości… takie to podejrzane. Ale podejrzenia się rozwiały w 2009r. przy okazji kolejnego spotkania w Łodzi. Mike bardziej wyluzowany, gadatliwy i dowcipkujący. Potem wpadł z rozpędu na zlot. Tu zapamiętałam jego siedzenie na schodach Freedoma z Bebe. I późniejsze dowcipy łysego. I jako jeden z nielicznych patrzył normalnie na całą chora sytuację zaistniała z noclegami. noclegami chwała mu za to! Bo inaczej bym chyba zwątpiła.
A ona sam? Nie wiem na ile tych kilka ulotnych chwil pozwoliło mi go poznać. Ale na pewno jest pomocny, pracowity i mega dokładny! Toż to jeden z moich współpracowników przy QP. Takich ludzi mi trzeba. Za co został nagrodzony, no chyba, ze poczta ukradła gift. Lub Mike obraził się, za pensjonarki :P
Nie długo kolejne spotkanie w Łodzi i znowu zakładam, że pogłębi te znajomości, bo zawarte tego jak diabli.
Bo dawno tak ciepłych słów i wesołych nie otrzymałam jak od Mikea no i Coraxa. Cieplej na serduchu się robi kiedy czytam takie szczere lukry. I każdy z osobna, sam z siebie je napisał i wysłała. Tylko mi zazdrościć. A, że nie wyrzucam takich rzeczy… do śmierci będę pewnie trzymać.
Mike ma coś z MarcinaN taki konkretny facet, rzeczowo odpowiada kiedy trzeba. No MarcinN nie ma takiego poczucia humoru. Ale jak zamykam oczy to słyszę ton głosu Michała jak rzeczowo odpowiada na jakieś zadane pytanie. I okrasza to wszystko tym swoim tajemniczym uśmieszkiem. I ręką na koniec poprawia okulary na nosie. Coś z Crowleya ma, nie określone podobieństwo. Nie wiem to jedna z tych osób, które wzbudzają moja sympatie do pierwszego kontaktu i wiem, że mogę polegać na niej. Wśród fanów nie ma za wiele takich osób. No ba znowu przywołam tu Coraxa…. Może to jakieś alter ego Mikea?
Facet żartuję nie wydurniając się, nie robią świńskich dowcipów…. Błyszczy inteligencją.
Ba chyba go w Łodzi znają skoro pomyliłam ulice, a list i tak do niego doszedł! To pewnie jakaś lokalna szycha w mafii?! Po next wizycie w Łodzi może będę miała lepszy obraz tajemniczej postaci Mikea. No, bo w sumie to mało o nim wiem. Chyba jedynie to, ze studiuje na jednej uczelni z mym sweet bratem. No i ma 6 ocząt.
Pojmowanie zachowań ludzki wykracza po za moje myślenie.
Choćby taka prosta czynność jak kontakt z druga osobą…. No niestety nieraz jest nie możliwy kiedy druga strona tego nie chce….
Związku z tym cała (dobra spora) działalność PFQ została zawieszona w próżni. Ja już nie potrafię pisał bzdur fanom… jak do poniedziałku sprawa nie zostanie rozwiązana to mnie szlag trafi. Tak to jest szanować prace innych…
I opis Rory na GG nabiera nowego oblicza: Ban Prezesowi.
Z drugiej strony jest cos takiego jak prośba o pomoc… przecież byśmy wszystko zrobili jakby tylko nas poprosił….
Ehhhhhhhhhhhh
To mnie przerasta. Potem wyjdę na samolubną, nie czułą istotę….
Dobra zejdę z tego dziwnego nie zrozumiałej dla mnie sytuacji. Ale tak to jest jak się nie wiem co po drugiej stronie się dzieje.
Istne De Ja Vi
Z innej beczki. Aby nie było. Moc sprawczą mam wszędzie. Cztery emalie i mam odśnieżony parking spychaczem :P
Scenka z życia.
Brat wchodzi do pokoju i patrzy na kupkę książek na podłodze. Czemu tam leża? Bo mi się nie mieszczą. To dlatego, więcej już nie kupujesz. Nie, bo nie mam ochoty kupować.
Wstępne plany odwiedzin w Łodzi. Asia już zaklepana, Anulka toże. Chyba mi tego trzeba wyrwać się z tego małego, własnego szamba. Znowu odwiedzimy Chińczyka gdzie Crystal zamówi frytki. I znowu będzie zimno, znowu będą baby w nocnym śpiewać, a myślałam, że to my jesteśmy do śpiewania.
Mike – ciągle pamiętam o tobie ;)
Hasło tygodnia: Ja już nie wiem czy ty mnie lubisz czy nienawidzisz?
Do czego ja doprowadzam ludzi. Rory spokojnie może się nie pobijemy przez łącza internetowe.
Qndzia kiedy list, bom usycham…
W Comedy Central leciał serial z odcinkiem z muzą Queen… Ameryka kocha You’re my best friend! W ilu filmach i serialach to użyto! No, ale ja nie oglądam tego kanału… ale dobrze mieć brata to zawoła…
Brian teraz w każdym wywiadzie wtrynia info o swoich książkach i doktoracie. Czekam jak będzie teraz gadał o zwierzakach. A potem stanie się drugą Villas. Włosy już ma odpowiednie.
Co się działo? Tydzień z haczykiem minął. Taka mała refleksja kiedyś częściej tu pisałam:
a) nie mam o czym pisać
b) nie mam o kim pisać
c) nie mam czasu
d) mam czas
e) znudziło się
f) jestem leniem
Wybór należy do was jak w idiotele
No, więc po tygodniu od wysłanie doszedł do mnie singiel RT. Czemu ze Szwajcarii?! I nigdy nie pojmę kosztów wysyłki z QOL. Skoro za 1,5 można wysłać to oni biorą ponad dwa razy tyle! Jedyny plus posiadania to ponoć nakład 1000 sztuczek. Prawie jak box Absolutnie G :P za o wiele mniejszą cenę.
No, ale z innej beczki. Wiele szczęścia nas spotkało a to książka po polsku o Queen. No niektórzy marudzą, że nie będzie obrazków. To nich elementarz czytają. To jak z klockami lego i sexem i różnicą…. Przy okazji wyszło, ze jednych stać na gest i PFQ będzie mieć nagrody do konkursu, a takiego wydawnictwa już nie. Zatem szykujta się na konkurs z DVD. No chyba, że na poczcie ukradną. :P No i czyja to zasługa?!? No czyja? I jeszcze zniżka na książkę! No przecież nie Prezesa! Bo na niego to nie można liczyć już w niczym. Czysta patologia. Szkoda już mi słów i myśli…. Brak szacunku dla czyjejś pracy… brrrr Jak tak dalej później to się to źle skończy….
Czytam sobie forum. I pomijam, że nie pojęłam o co im chodziło i przestałam w połowie czytać…. kolegom Fenderkowi i krs… ale określenie „Forum byłych fanów Queen” jest jedyną ciekawą sprawą…. Coś w tym jest….. to forum to naprawdę dziwne miejsce….
Od paru dni z Rory planujemy… i wyszło, ze musimy obsikać swoje legitymację PFQ i wtedy wylecimy z PFQ za znieważenie…. Od kilkunastu dni drugie życie z fanami prowadzę na Twarzo Książce zwłaszcza z grającymi w Mafię. Moja farmę postanowiłam powoli uśmiercić… biedne zwierzaki nie chcą zdychać…. Brian nie byłby zadowolony…
A i sobie przypomniałam co miałam od początku napisać. Brian. Toleruje różne odstępstwa, zainteresowania. Ale jak przez prawie miesiąc dzień w dzień główny temat wpisów Brian na SoapBoxie są biedne kreatury… ja już zwątpiłam… zwłaszcza jak przeczytałam jacy my źli, bo zjadamy biegające szynki…. Wybacz Brian, ale ewolucja dała nam kły…. Nie zmienimy ludzkiej natury… też nie lubię jak ktoś dręczy zwierzątka, zabija je dla własnej rozrywki… miałam okazję posłuchać o schronisku dla psów od kolegi, który tam pracuje… może Brian też powinien przyjechać i po pracować w takim miejscu… bo fotografowanie się z lisami to dla mnie pic… lisy to mieszkają w lesie i robi się wszystko, aby tam wrócił, a nie obfotografowuje z eks gitarzystami… dzikie zwierze to dzikie powinno żyć tam gdzie jego miejsce…. Ciekawe czy idąc ścieżką Brian przesuwa ślimaki aby ich nikt nie rozgniótł? Ja z winniczkami żyjącymi opodal mego osiedla tak robię…. Czy nosi buty z plastiku, ma plastikowy pasek do spodni i swojego zegarka…. Czy Anita nie ma futerka czy płaszczyka… niech ten facet zdecyduje się kim chce być na stare lata…. I przestanie słuchać Boyzone….
Dobra miało być jutro, pojutrze… Mike trochę się odwlecze, ale co się odwlecze to nie ucieknie….
Po drodze przytrafiło się: weekend po świętach i wtedy miałam siły i czas na sprzątanie, koniec roku przecież to meczy, próby obalenia PFQ z Rory (jedyny słuszny wniosek to petycja do Prezesa, że my chcemy aby zamknął PFQ), to Nowo Roczna przepychanka z Lemurem (może ktoś widziałam na forum jego nową twarz przez jakieś 5 minut, jakby co mogę podesłać dowód), czytanie listu od meg, czytanie jakiś krępujących życzeń od Mikea i Coraxa (tu wysnułam teorie spiskową o ich zmowie…. Czemu obaj napisali je na kartkach papieru i brzmiały jakoś dziwnie, a ich charakter pisma był bliźniaczo podobny…. ), gra w Mafię, oglądanie fenomenalnych filmów w kinie i na małym ekranie, czytanie dziwnej książki o Wrocławiu, latanie za kotem z aparatem po śniegu i skręcanie sobie nogi na siatkówce.
No a ogólnie to napisze o Jimie. Jak wiadomo lub nie zmarło mu się. Chyba rok temu pisałam tutaj przy okazji umieszczenia fotek z jego domu, że jest chory. No i najgorsze przyszło. Żałuje, że w tym roku nie wysłałam mu karki od PFQ z życzeniami. Na poprzednie święta dostał.
Na temat jego książki każdy ma swoją opinię. Ja mam taką, że jest zbyt „fizjologiczna” i ostatnia rzecz jaką Fredek by chciał to opis jego śmierci czy scen łóżkowych. Mam nadzieje, że nacisk na takie sceny położył wydawca i biedak Jim się poddał. A nie, że sam Jim wpadł na tak genialne pomysły. Ale ogólnie książka jest małą zdradą Fredka. Nie rozpływam się nad nią jak to czynią „true fani” lub osoby co to przeczytały dwie książki wszystko wiedzą o Fredku i Queen. Kto czytał nich sam ocenia.
A Jim gdzieś tam istniał. Ktoś go poznał osobiście Zbyszek, Melina, Sławek, Adam czy Dominik. Ktoś inny dzwonił do niego jak miał na to ochotę choćby ze zlotu fanów Queen w Polsce. Kiedy indziej proponował mi zadzwonię i pogadasz sobie z Jimem lub polecimy do niego. A ja …. Nie pogadałam, bo co miałam mu powiedzieć….. Inny chadzał do niego na herbatę i ciepło rozmawiał. A my fani z Polski mogliśmy zadać mu pytania do naszego fanzinu. I tyle. A może aż tyle. Zależy kto na to patrzy.
Jeden z elementów układanki zwanej Queen…
Gdzieś mam foto Jima z jego psem… nigdzie nie publikowane… o takie coś przekazane dla polskich fanów, ale nie wyszło w zinie.
Koniec końców rak zabije wszystko nawet HIV….
PODSUMOWANIE 2009
Rok zaczął się ciekawie, a nawet bdb a zakończył gorzej niż sobie mogłam wydumać….
Nie chce mi się spr. co pisałam, więc będzie z pamięci.
Styczeń to wizyta w Łodzi. Szaleństwa zimowe z fanami: Lemur, Crystal, Bizon (jeśli ten potrafi szaleć), Anulka, Corax, Mike, Rzodek i w pubie Maleństwo ze swoim Kotem, Dorota z mężem. Wyszło tak, że Crystala chciał zgładzić Bizon. Dorota przyjechała na zlot i weszła do Rady Nadzorczej PFQ, a Maleństwo wziął ślub i zniknął.
Marzecz. To wyprawa na zlot do UK. Z triem szalonych facetów: Caliny, Qbika i Zbycha. Po drodze zahaczyłam o Kraków i Tyne, Karolinę i ich nowe ciepłe lokum. Spotkałam ponownie śmiechuśnego Spike Jr., wygadanego Leszka, zakręconą Anulkę i chyba jeszcze kogoś. Pomijam córkę. Bo ją jeszcze nawiedziłam w drodze powrotnej wraz z jej mężem i moim wnukiem Rogerem. Rory udowodniła mi czemu Kazimierz jest brzydki.
Styczeń to też nowy lokal na spotkania fanów w Wawie. I wypadło czysto przypadkowo dzięki Kotu na Hydro4.
Wiosna to powrót Zbyszka do Polski. Co śmieszniejsze do dziś dnia, niektórzy myślą, że on jest nadal w UK. To chyba maj i spotkanie w Złotych Sedesach w sprawie zlotu w Toruniu. Co wyszło to wiemy. Aby na koniec czerwca wyszło, ze jednak nie Zbyszek, a my zrobimy zlot w błyskawicznym tempie. Jakim cudem tak szybko znalazł się lokal w Wawie…. Nawet już tego nie wiem… a wiem…. MaciekF i jego wcześniejsze sugestie i moje objawienie, aby jego się zapytać w tym temacie…. I błyskawiczne dumanie, co, jak i gdzie. Sprężenie umysłów Michała, Lemura, Prezesa i MarcinaN dało pozytywny skutek. Trochę szumu medialnego w prasie, radio i TV, którego skutkiem było to, że nikt na to nie zareagował…... widocznie ludzi potrafimy skutecznie odstraszyć od nas. Jak było pisałam swego czasu. Z perspektywy czasu stwierdzam mogło być gorzej niż wyszło. A przy takiej dezorganizacji to cud, że nikt nie zaginał w lesie. Ale fani Q mają farta. A w sumie po zlocie mamy chyba jedne z ładniejszych koszulek na pamiątkę.
W tym czasie też z córką Rory próbowałam nikogo nie zabić moją Srebrną Strzała….
W czerwcu wypadła chyba premiera Ukrainy… do dziś tego nie obejrzałam do końca…. Tragiczne…
W listopadzie wyszła równie pomyłkowa składanka, którą dzięki spotkaniu HYDRO4 odsłuchałam z 10 razy…
A!!! ten rok to śluby. Maleństwo, Prezes i Kangurek no i Tyna z Karoliną. Na weselu tych ostatnich to odbył się mini zlot…. I rodzice panny młodej zostali zbałamuceni… I tak mam szarganą opinie wśród rodzin fanów…. Jeszcze do mnie wydzwaniają…. Ze sławnym i kultowym już telefonem babci Gohana.
Na jesieni przenosiny do nowego Hydro4. Które to pokazały jak to ludzie czytają to co do nich pisze. Nowy adres…. Ki diabeł i tak idą pod stary… po co cokolwiek pisać?!
A skoro pisanie. To wybory PFQ. Prawie po staremu. Ta ponoć jestem Vice. Tyle vice chyba na papierze. Bo zero praktycznej władzy i zdolności do czegokolwiek. A nowa kadencja zaczyna się tak, że od lipca nie ukazał się fanzin… rekord pobity…. Tylko sobie samej mogę pogratulować….
Coś jeszcze istotnego? Nie pamiętam jak sobie przypomnę to napisze drugim razem.
Podziękowania dla: Kingurka, Zbyszka, Mikea, Coraxa, Rory, Qndzi, meg za pamięć.
P.S. Bogdan - czytałam twe komentarze jakoś mnie one nie przekonały.
Zagryzając pudrówki (pewnie pisarz powinien ćmić papieroska w kąciku ust, siedzieć w zadymionym pokoju przy maszynie do pisania i ewentualnie popijać ze szklaneczki whiskacza)….. piszę to co miałam dawno napisać.
Wyznaje SZANTAŻUJE LEMURA
Jak nie spełni obietnicy danej na spotkaniu spotka go sroga kara.
A ogólnie chciał to niech ma dodatek o nim.
Oczywiście jak każdy napisał mi, że się kaja, że nie jest taki jakiego go odmalowałam. Nie on ostatni i nie pierwszy. Nie wiem czemu wszyscy czują, aby pisać słowa wyjaśnienia.. może odkrywają swoje drugie dno. Znaczy ja odkrywam, a oni to dopiero zauważają. Ktoś kiedyś stwierdził, że jestem doskonałym obserwatorem, no ja się z tym nie zgadzam jestem marna w obserwacjach ja tylko imituje. I wracając do Lemura.
Napisałam, że nie wiem za co go lubię?! Fakt ten wymaga zastanowienia jakie on ma te dobre cechy obok miliona tych złych. To, że mnie wkurza czasami, nie za duże słowo wkurza. Wkurzyć to mnie może Cieniu.
To, że zadaje się z jawnym satanistą…. Dobra kult samego siebie pewnie nosi inne imię. Może po prostu nie żyje w obłudzie jak miliony naszych rodaków. Czasami ma dziwne poglądy, inaczej patrzy jak coś załatwić w kwestii PFQ, forum, zlotu, spotkania, życia. Czasami mam wrażenie jakby żył w socjalizmie, kołchozie, bo wszyscy musza dostać to samo i porówna. (socjalizmie miałam mu poszukać lektur w tym temacie….. skleroza). Popada w niezachwiane zachwyty nad Buką, Doctorem Johnem Zoidbergem i Muppetami. Może lubię w nim trzeźwość myśli chociaż nadużywanie większej liczby słów niż 150 jest okrutne dla współtowarzyszy. W książkach o żywności wybacz używa się inny zestaw 150 słów, w wojsku kolejny 150, a w administracji kolejne 150 i jakoś dostosowaliśmy się do ogólnego poziomu. Niestety Lemur jeszcze się nie dostosował i używa więcej niż 150 słów. Tak skromny to on nie jest. Ale nie lubi on fałszywej skromności. No i on przynajmniej nie jest skromny jeśli już czegoś dokona. Jak opublikuje gdzieś coś to cały świat o tym wie. Chyba każdy słyszał o jego publikacji w Gazecie Wyborczej.
I chyba nadal nie wiem za co ja i pewnie inni go lubimy?
Za poczucie humoru, czasami dość złośliwe.
Za trzeźwość… chociaż to rzadko bywa….
Za kopanie piłki zamiast odbijanie rękoma
Za to, że zna się na muzyce, a ja nie.
Za to, że na gitarze, a ja nie.
Za to, że lubi podobne jemu oszołomy pokroju Bebe, Catera.
Jaki Lemur jest każdy wie.
Tylko nie wiem czemu ciągle mi dogryza w jednym temacie….. jakby mnie to miało jakoś zranić…..
I tu przechodzę do kolejnej osoby powiązanej z Lemurem. Drogi wasdfg7 (swoja najidiotyczniejszy nick). No więc. Dawno, dawno temu był sobie 7 zlot w Trzebnicy. I spotkaliśmy na nim skromnego, cichego, spokojnego Bogdana co ma przedziwny nick na forum. Jawił nam się tak jak na forum, nawet ciszej. Ale przyszedł czas….. dziwnym trafem połączone to było z wejściem w pełnoletność drogiego Bogdana. I przemiana….. zaczął pyskować, odgryzać się, stawiać się i być mniej sweet chłopcem. Czasami zalatywało mi (i Lemurowi) na pełną sztuczność na bazie dodatków. Bo chłopiec chciał pokazać jaki jest colo, wielki i dorosły. Ale nas to śmieszyło. I mnie osobiście jeszcze do dziś pewne teksty wasdfg7 bawią. No chyba, że to jest jakiś Mr Hyde i Dr Jackyl. Tylko to mi wszystko pachnie świndlem i pewnie jakbym znowu spotkała Bodzia to znowu byłby to sweet chłopiec. No chyba, że przed ukrywał przed nami swoje prawdziwe Ja. Ale niech to psycholog ocenia, a nie technolog żywności.
Zanim przejdę do ostatniego bohatera…. Albo jutro niech ma osobny dzień. (znaczy to jutro to może być po jutrze).
Ostatnie spotkanie fanów. Przyszedł sobowtór Jima Huttona. Fakt żonę ma. Ale całkiem inna z nim rozmowa mimo jego ograniczenia w zakresie tolerancji Paula. Ale nie był fanatycznie ograniczony jak Cieniu. I byłą tu jakaś rozmowa. A nie totalitaryzm. Fanatycy są najgorsi.
A Jim? Jego żona zrobiła mu rezerwację na koncert w Gdańsku, bo stwierdził, że w Polsce to pójdzie mimo zdrady. Ale po odwołaniu koncertu już tyłka nie chciał ruszać mimo możliwości. O tym jak to w 1975r. Queen zostało w Polsce odkryte, bo wcześniej to nikt tego nie znał. I nie mógł się nadziwić Bo Rhap i tak mu do dziś zostało. No i opowiedział jak kocha Queen, moja stronę i F1. Jak widać wielu ludzi łączy to samo czyli Queen, ja (dobra moja strona) i F1 tudzież skoki lub siatkówka. Bo Piłka nożna się nie liczy. Jedno mnie onieśmiela jak mnie nazwał Guru. Tak kaganek oświaty niosę do fanów w Polsce.
Chyba jeszcze fotek ze spotkanie nie wrzuciłam….. phi…….
O to jeszcze mnie denerwuje u Lemura te jego phi…… lekceważy no normalnie rozmówcę… i ostatnio używane „także tego”.
„It's a cruel cruel world, to face on your own, A heavy cross, to carry along, The lights are on, but everyone's gone, And it's cruel
It's a funny way, to make ends meet, when the lights are out on every street, It feels alright, but never complete, without joy,”
Miałam napisać w pracy, ale pisanie przy 15-17C to nie jest to co dagi lubią najbardziej robić.
Zacznę od ważnych spraw, aby przejść do błahej sprawy Lemura.
A na wstępie obiecana nagroda numer 2 Mike będzie, będzie w swoim czasie i też numer 3 :P
Spotkanie fanów obfitowało w wiele wydarzeń, pytań bez odpowiedzi (zwłaszcza zadane qMichałowiLemurowi), pustki w barze, słownych ripost, pijackiej wersji Bo Rhap z piwem Gosi na mojej Hot Bluzce i tańcem moonwlak przed kabelkiem w wykonaniu moim i Vesseny (spojrzenie dziewczyny przy stoliku było boskie w stylu – zidiociały czy tak pijane?). Przy okazji wyszło, że Jim Hutton żyje w Polsce. I jest konserwatystą. Co to w liceum słuchał Bo Rhap w 1975r., żona mu rezerwację w Gdańsku robiła noclegu w wiadomym celu i jak to kocha Paula.
{i tyle wczoraj napisałam, ale napisał Maciek ze Smile. I zaczęłam mu szukać stron z pamiątkami Queen itd. I się zeszło, a jeszcze chciałam się Cień Poego poczytać]
A dziś Kubol, Queenos i ogólnie weny, nastroju nie mam.
NIENAWIDZE ŚWIĄT
Koniec przekazu
Sensowny przekaz będzie później pewnie w święta
sorry Lemur
sorry Mike
sorry wasdg7
sorry chyba jeszcze cos ważnego miałam napisac o kimś..... ale zapomniałam
Zajęłam się czymś rozsądniejszym. Szperaniem za Jankiem. I aż napisałam do ex członka The Opposition. Traf chciał, że ma taką samą sklerozę jak Brian. No to zapytałam się speca od Queen. W finale chciałby kopie książki….. biedak będzie musiał się nauczyć języka polskiego… chociaż jest niecny plan na wersję angielską…. O której jeszcze przyszły tłumacz jeszcze nie wie…….
15 grudnia….. jak ten czas szybko płynie…..
Dygresja.
Brat bierze kartkę z życzeniami. Czyta, czyta.. stwierdza, że jakieś amoralne…… a na końcu czyta od kogo…… „córka z rodziną”…….. tu pozdrowienia dla córki Rory…….
Dziś wątku tajemniczego już nie będzie, chociaż jak to mawiają gliniarze sprawa jest rozwojowa. Ale jak Pogromcy mitów muszę zbadać wszystkie za i przeciw.
Wczoraj już w nocy badając nowy twór Bing alternatywę Googla, który jest złem koniecznym. (ale to nie miejsce na opowiastkę czemu tak jest) sprawdzałam co mi pokaże o mnie. I tak doszłam do starych dziejów związanych z dzisiejszym bohaterem. Po drodze wymieniłam privy z panem K. (jak przestępca to teraz wygląda jak Lew R. a wszyscy wiedza o kogo chodzi, ale sam chciał) na temat staroci strasznych w sieci na mój temat i naszego bohatera.
A dziś jeszcze spamo akcja związana ze spotkaniem, pogaduchy z Gosią na temat jej sukcesów i jak moją osobą zachęca do wizyty w stolicy na spotkaniu… jestem małpka w cyrku do pokazywania ;)
I w ramach prezentu, bo od miesięcy się domaga tego historia kłamliwa Lemura.
Nawet tu jest problem, bo jeden go zna jako le_mmor, a inny Lemur, a trzeci Łukasz, a czwarta jako Wyrak. Jedna wersja Lemur czy le_mmor cholera wie, która jest związana z ciemnym okresem jego życia….. on ateista ma jasną stronę życia? Dobra mam sklerozę i nie pamiętam, a on sam wątku nie rozwijał, a ja się nie dopytuje i przez to połowy rzeczy nie wiem o ludziach kto ma dzieci, nie ma matki/ojca, ma złamane serce od lat, miał trudne dzieciństwo, ma zwichrowane życie, leczy się na głowę, ma depresję, jest w ciąży, ma męża, zerwał z druga połową itd. itp. czasem wynikają z tego dziwne sytuacje, ale tak już mam. No przecież na dzień dobry nie pytam się fana / fanki o jego żywot, a potem jest za późno. No dobra wracam do Lemura.
Był taki na forum. Z twarzą Johna. Tak to mu przylgnęło, że jak się zjawił ludzie myśleli, że to oszust…. Czemu nie wygląda jak John….. Zjawił się w Alternatywie i od razu narobił szumu medialnego. Traf chciał, że trafił na spotkanie z mikrofonem. Udzielił płomiennego wywiadu dla radia Kampus. Dla audycji, która ponoć nigdy nie została nadana z przyczyn technicznych. Jeszcze zdążył wygrać koszulkę w ramach konkursu PFQ. Razem z qMichałem. I od razu chciał się rządzić. Nie wiem jakim cudem wkręcił się w działania PFQ. To zostaje dla mnie zagadką. Człowiek z nikąd, a teraz trzyma kasę PFQ. I my mu ufamy?!? Co my o nim wiemy? A może dziadek był w wehrmachcie? Bo on to na pewno komunista. Zapewne zjawił się w 2005r. na jakimś jesiennym spotkaniu?! 14.07 to była Alternatywa (ale musiał to być epizodyczny udział skoro nie zapadł mi w pamięci) , więc wywiadu udzielił 22.10.
No i rozkręcał się. Stał się stałym elementem spotkań w Gongu. I prze jedno z takich spotkań powstał S.O.S BAND i wraz z panem K. i mną daliśmy czadu na zlocie.
Tu powinna nastąpić dygresja, ale będzie później.
Występ na zlocie to był szokujący występ. Jedno wiem nigdy więcej nie będę śpiewać, bo nie potrafię he he gorzej od Crystala. Lemur zaadoptował się na Kaczym Bagnie, odkrył swego brata w czerni Crowleya. I rozpijał się kubkiem Hot wina, pluł moją herbatą i występował w przebraniu Rogera w tasiemkach. I tak płynęły spotkania, zloty, wyjazdy. Wyjazd do Londka po, którym miał sporo do powiedzenia. Do dziś mam czkawkę na wspomnienie kilku wydarzeń z tego wyjazdu od problemów z noclegiem, izolacją i dziwacznym zachowaniem fanów przy Fenderku. Kolejne wyjazdy za fanami do Krakowa, gdzie z Karoliną, Tyną, Rory i Spikem szaleliśmy po lokalach. I zamarzaliśmy w norce naszej kochanej parki Chrzanowsko / Bydgoskiej. To wypad do Łodzi z MarcinemS (kiedy to miałam ochotę udusić ich za rozmowy) bo nie ma jak olać gospodarzy i gadać z kumplem ze stolicy….. pomijam rozmowy w pociągu…… bo już z Vesseną dał kiedyś czadu i nas uśpili. Ale w Łodzi dreptaliśmy z Mikiem, Rzodkiem i Coraxem i pewnie z Boo po ulicach tego dziwnego miasta z jedną ulicą. Potem powtórka z rozrywki u Bizona kiedy dusza wyjazdu okazał się Crystal. Trzeba będzie to powtórzyć przy sprzyjanych warunkach zimowych, może znowu nam pociąg obrzucą kamieniami. Kolejne wypady to koncerty Q+PR, na których Lemur z Bizonem zapłakali się przy We Believe. Pewnie to jedyna piosenka jaka ich łączy. To jak ogień i woda. Ponoć pomagał przy ostatnim zlocie…… hm co on takiego zrobił? A no tak sławetna ordynacja wyborcza.
A teraz mniej chronologii, a więcej opisu.
Zacznę od milszych rzeczy.
Łączy nas parę rzeczy ;) Ale nie śmiałabym go nazwać bratem duchowym ;) Bo wystarczy mi rodzony i duchowa siostra meg i córka Ola, wnuk Roger. Łączy nas umiłowanie do wina, ale ja trawie słodkie, a on wytrawne to już nas dzieli. Więc niech upija Tynę i Qndzie takimi winami. Lubi The White Stripes, ale nie lubi Foo Fighters i jest już skreślony. Wykazuje momentami śmieszny materializm i przywiązanie do mamony. No, ale to jego problem. Chociaż łączy nas identyczne momentami myślenie na temat fanów i ich zachowań. Obserwacja jak ktoś się dziwnie, nie naturalnie zachowuje choćby urocza Tyna i analiza tego. Przy okazji wychodzi jak czuje się urażony jeśli go się pominie przy jakiejś okazji i potrafi wypiąć się kuprem. Jego spełnieniem marzeń było zostanie modem na upadającym forum, pewnie abym wprowadzić komunizm. I kazać słuchać nam Swe Makes me….. Czasem mnie wkurza jego zachowanie borsucze i puszenie się jak paw. Nadużywanie dziwnych słów jest u niego normalne, ale nie strawialne. Jeden patolog z takimi objawami wystarczy mi w domu, a tu jeszcze na forum, spotkaniach, GG.
Dygresja pierwsza.
Z pełna dozą nieśmiałości przyznał się do pewnego związku. Z jednej strony pewnie oczekiwał szoku w świadku fanów Q. On i Qndzia. Z drugiej strony – my znający obie strony nie byliśmy tak zaszokowani. Ale Polanki był lepszy wolał 13latki….. sorty Lemur nie przejdziesz do historii nawet na forum… tam większe cuda się dzieją i to cichcem po za widokiem zwykłych użytkowników…… ale do uszu mych zawsze dojdą ploty…… To pewnie do końca życia utwór Together będzie mi się kojarzył z tą uroczą parą. Ale nic nie może wiecznie trwać. L
Tak samo jak never ending friends. Chciałam zacytować wyznania przyjaźni jakie słali sobie pan K. i Lemur, ale zostały wykasowane lub zmodyfikowane. Starzy wyjadacze forum mogą kojarzyć tematy w stylu Forumowicze o Forumowiczach. Ogólnie słodkie czasy kiedy łączyło ich wiele i na tym tle zrodził się S.O.S BAND. Ale widocznie więcej dzieliło i uwielbienie tej samej muzyki w stylu Duran Duran, Pet shop Boys i Queen nie starczyło. Dwa zbyt wielkie intelekty zaczęły się gryźć. Miałam szczęście / nieszczęście stać po między. Dziś nawet nie wiem o co poszło między nimi, ale stanęłam po stronie spokoju i ogarnięcia tego konfliktu, aby nastał pokój. A jak się skończyło to chyba wie większość. Wyjecie jednej cegły sprawiło posypanie się całego muru, widocznie ten mur był zbudowany ze słabych cegieł. I to miało być never ending love stało się jednym większym kryzysem połączonym z innymi problemami w moim życiu i po części z tego narodziło się to miejsce w 2007r. Wiele goryczy wylałam….. ale co nas nie zabije to nas wzmocni……
Fakt jest faktem panowie od 2006r. się nie spotkali, ale pewnie dziś już inaczej patrzą na to wszystko. Chociaż parę ich utarczek słownych było kwintesencją wbijania szpilek słownych. Nieważne kto miał rację potrafili sobie dogryzać. A teraz obaj są starzy i inaczej na to wszystko patrzą i nie dostarczają nam zbędnej rozrywki.
Za to ja z Lemurem mam rozrywkę dowcipkując sobie z dziwnych zachowań fanów, a to przemiany osobowości wasdfg7, nie ociosanego umysłu Cieniu czy uwiązania Łosia do mamy (zawsze tam gdzie ty ;) ).
No i jeszcze raz S.O.S BAND miał powrócić na 6zlocie w innym składzie z Crystalem i Crowlym. Nawet odbyliśmy jedną próbę u Lemura, ale coś nie wypaliło. Chociaż pomysły były ciekawe. Bo pierwszy medley S.O.S BANDu to był majstersztyk! Pomijam wsadzenie tam She makes me. Pomijam, że demo Say It’s Not True do dziś dnia mnie bawi, bo tylko Lemur może tak śpiewać. Chyba tylko wersja Happiness Karoliny bardziej mnie rozbraja.
Rozbraja mnie jak łatwo mu czasem zaszpanować np.: fotką ze złoto żebym basistą. ;) I lepszy z niego piłkarz niż siatkarz.
Oczywiście jego lenistwo związane z QP mnie dobija i sprawi, że go nie długo zatłukę jakimś kijem. I zmieni ksywkę z Lemura na leniwca niegodziwca.
W sumie nie wiem za co ja go lubię? To tak samo jak z qmichałem……
Pewnie zapomniałam o czymś istotnym napisać….. ale i tak więcej chyba nikt nie byłby w stanie przeczytać.
Więc najwyżej będzie aneks.
Zatem 100 STO LAT
Special dla ciebie wybrane w ramach wspominek słuchania wspólnego z Tyną i Karoliną
Dziś będzie tajemniczo. Wczoraj dostałam email z dość intrygującą i elektryzującą (przy najmniej mnie) informacją. Osoba chciała potwierdzenia autentyczności posiadanej informacji. Tylko, że ja jej nie potwierdzę. Nie wszystko wiem o Q. Ale sama zaczęłam ją weryfikować. Bo jeśli okazała by się prawdziwa to sądzę, że kilku fanów by się pokroiło za nią. Jest w świecie Q kilka informacji, które są św. Gralem. Oczywiście spędziłam parę godzin (z przerwami) na potwierdzaniu tego, ale nie doszłam do sensownego rozwiązania. Brakuje tej kropki nad i. Aby krzyknąć mam. Zatem weryfikacja musi zatoczyć głębsze kręgi, a to już potrwa. A jeśli dotrę do prawdy lub ją obalę to już to ogłoszę oficjalnie przynajmniej tutaj. :P To tyle z tajemnych informacji, z których nic nie wynika…. Na razie….
Przy okazji weryfikacji. Weryfikując kilak rzeczy miałam już okazję wysłać parę emaili z poprawkami do Martina Scali. Jego tak znana strona Queenconcerts niestety nie ustrzegła się błędów czasami dość błahych, że aż mnie dziwią. Czemu nikt tego wcześniej nie zauważył i nie dał znać? Tak samo na Queenpedii trafiają się śmieszne błędy lub sprzeczne informacje. Czasem łatwo udowodnić błąd, a czasem już gorzej.
W świadku Queen jest kilku speców mniej lub bardziej znanych specjalizujących się czasem w dziwnych rzeczach. Czytając coś zwłaszcza sensacyjnego warto wiedzieć czy to bzdet wydumany przez Lemura, mumina, Matteya, Mikea czy gorsza prawda Bizona, Fenderka, Mariusza, Karoliny. Oczywiście znając iluś tam Polskich fanów wiem kto żartuje, ma wiedzę, plecie bzdury lub na bazie faktu tworzy legendę o brokule. To każdego obcego przychodzącego z rewelacją, sensacją podchodzę z dystansem i niech pokaże czemu mam mu wierzyć i zaufać. Oczywiście niedoświadczony osobnik, prostu fan nie będący super chodzącą encyklopedią z Miliarda w Rozumie może łatwo być zwiedzony przez opowiastki kosmiczne Coraxa, Mikea czy Bizona.
I tym tajemniczym wpisem kończę na ten moment. Zapewne jutro więcej sensacyjnych rewelacji o kultowej postaci, o której nie warto może pisać? Bo po przemyśleniu faktów, wspomnień mój opis może wejść na grunty delikatne, osobiste…. i skandaliczne. Ale sam się prosił.
A na marginesie dostałam od siostry meg uroczy towar wino w kostce…. Ale chyba nie będę ryzykować konsumpcji. Ale w zamian może na FB (facebook) założę w wyniku podszeptów Lashy… fanklub Hot Wina :P
Dziś będzie tajemniczo. Wczoraj dostałam email z dość intrygującą i elektryzującą (przy najmniej mnie) informacją. Osoba chciała potwierdzenia autentyczności posiadanej informacji. Tylko, że ja jej nie potwierdzę. Nie wszystko wiem o Q. Ale sama zaczęłam ją weryfikować. Bo jeśli okazała by się prawdziwa to sądzę, że kilku fanów by się pokroiło za nią. Jest w świecie Q kilka informacji, które są św. Gralem. Oczywiście spędziłam parę godzin (z przerwami) na potwierdzaniu tego, ale nie doszłam do sensownego rozwiązania. Brakuje tej kropki nad i. Aby krzyknąć mam. Zatem weryfikacja musi zatoczyć głębsze kręgi, a to już potrwa. A jeśli dotrę do prawdy lub ją obalę to już to ogłoszę oficjalnie przynajmniej tutaj. :P To tyle z tajemnych informacji, z których nic nie wynika…. Na razie….
Przy okazji weryfikacji. Weryfikując kilak rzeczy miałam już okazję wysłać parę emaili z poprawkami do Martina Scali. Jego tak znana strona Queenconcerts niestety nie ustrzegła się błędów czasami dość błahych, że aż mnie dziwią. Czemu nikt tego wcześniej nie zauważył i nie dał znać? Tak samo na Queenpedii trafiają się śmieszne błędy lub sprzeczne informacje. Czasem łatwo udowodnić błąd, a czasem już gorzej.
W świadku Queen jest kilku speców mniej lub bardziej znanych specjalizujących się czasem w dziwnych rzeczach. Czytając coś zwłaszcza sensacyjnego warto wiedzieć czy to bzdet wydumany przez Lemura, mumina, Matteya, Mikea czy gorsza prawda Bizona, Fenderka, Mariusza, Karoliny. Oczywiście znając iluś tam Polskich fanów wiem kto żartuje, ma wiedzę, plecie bzdury lub na bazie faktu tworzy legendę o brokule. To każdego obcego przychodzącego z rewelacją, sensacją podchodzę z dystansem i niech pokaże czemu mam mu wierzyć i zaufać. Oczywiście niedoświadczony osobnik, prostu fan nie będący super chodzącą encyklopedią z Miliarda w Rozumie może łatwo być zwiedzony przez opowiastki kosmiczne Coraxa, Mikea czy Bizona.
I tym tajemniczym wpisem kończę na ten moment. Zapewne jutro więcej sensacyjnych rewelacji o kultowej postaci, o której nie warto może pisać? Bo po przemyśleniu faktów, wspomnień mój opis może wejść na grunty delikatne, osobiste…. i skandaliczne. Ale sam się prosił.
A na marginesie dostałam od siostry meg uroczy towar wino w kostce…. Ale chyba nie będę ryzykować konsumpcji. Ale w zamian może na FB (facebook) założę w wyniku podszeptów Lashy… fanklub Hot Wina :P
Jak to mawiają Galowie: Niebo spadło nam na głowę.
Ogólnie staram się zdjąć je sobie z głowy, ale jest ciężko.
Ogólnie, aby oczyścić się wstrzymałam się z forum, nie wiem do kiedy. W przypływie frustracji walczę o zina. Chociaż zwątpienie mnie już bierze i mam ochotę napisać Poddaje Się. Do środy …. Jak nie to padnę twarzą i poddam się. Czasem mnie to wszystko przerasta, pokonuje i obezwładnia. A na końcu i tak się okazuje, że nie warto.
Chociaż są momenty, że jednak warto. Choćby ostatni numer Teraz Rocka. Kiedy unoszę się nad ziemią. No niestety w przenośny, bo idąc ulica i czytając numer wlazłam w skrzynie z piachem i mam na pół kolana siniaka. Ale jakąś ofiarę trzeba złożyć. Kiedy spotykając drogiego naczelnego Teraz Rocka smęciłam mu, że nie ma wywiadu, że nikt w Polsce nie robił z rowerem.. odpowiedział będzie okazja to będzie wywiad…. No i byłą okazja i jest wywiad.. warto smęcić ludziom…… pomijam fakt, że wtedy marudziłam na Kirmucia, na błędy e wkładce o Queen….. oby w styczniu w wydaniu specjalnym tyle ich nie było.
Swego czasu podejmowałam też inne działania, ale efektów jakoś nie przyniosły…. Przynajmniej ich nie widać.
Czemu robię Lemurowi za sprawozdawcę sportowego? Nie wykupił abonamentu za 5zł…. scandal
Miałam pocztówki wypisać…. W ramach kryzysu będę musiała dokonać cięcia wydatków i poskąpić…… tradycja za dużo mnie kosztuje, a słowo dziękuję chyba też……. I jakoś nie mam ochoty na bycie filantropem w tym roku. Jakiś fan nie będzie uszczęśliwiony.
Bizon na spotkaniu stolicy to może być mały skandal… może nikogo nie staranuje… pewnie Prezesa i tak nie będzie, więc nie zrobimy konkursu rozpoznaj kto mówi Prezes czy Bizon…… i nawet mają identyczny stosunek do Crystala.. istny fenomen…….. fenomenem samym w sobie jest Crystal byle tylko nie śpiewał ;) ogólnie to taka constans naszych spotkań, zawsze jest, chętny i obecny……
Właśnie (21.22) dokonałam wymuszenia na Lemurze, szantażując go…. Z nim nie można inaczej jak siłą i skandalem, a by coś zrobił. O ile na córkę Rory działają inne metody.. wystarczy, że pojęczę, powzdycham to coś robi, albo jeszcze lepiej sama na to wpada…..
Ogólnie to fani w Krakowie zaczynają czynić nam (Wawie) konkurencje ze spotkaniami… śpiewy, hulanki, tańce do białego rana…. A my chyba się wypalamy. Chyba że przyjdzie świeża krew…..
Ogólnie coraz mniej tematów do pisania ;) kurcze jak na forach …. Wszystko omówione, zero wydarzeń……
Jeszcze skrobnę email aby pojęczeć i popaść w depresję.. niech inny mają wyrzuty sumienia, że są źli dla mnie, nic nie robią, mają mnie tam gdzie Freddie na Wembley pokazał…. I są fanami Queen……. Bo jedna mrówka nie zbuduje mrowiska….. a może zbuduje?
Stwierdziłam ostatnio, że to piosenka sam raz na pogrzeb:
„For if we don't find The next whisky bar I tell you we must die I tell you we must die I tell you, I tell you I tell you we must die”
Chyba musze zrbić rewizje o czym tu pisać. Nawet jak to robie ostatnio raz na tydzień.
Nowe miejsce, starzy ludzie i stare dyskusje. Myślałam, że tylko Lemur czy qMichał nie wytrzymują dyskusji z Cieniu……. Niestety ja też nie wytrzymałam….. nie wiem to nie mój poziom myślenia o Queen, muzyce, spotkaniach, ludziach….. ktoś doskonale podsumował mały demagog i dyktator…… gadkę ma perfekcyjną ale zaślepioną……. Może powinny być robione oddzielnie spotkania zaślepionych fanów? Mnie już nie dziwi, że fani Queen tak słabo się integrują i to przy okazji rocznic. Skoro nawet napisanie w zaproszeniu, że wypada choć raz w roku przyjść już nie działa….. to już nic nie zadziała jak fan nie chce to nie zmuszę. Oczywiście z łezka w oku wspominam czwartek(?) w pubie12 przyszło może nas 6 czy 8 ale to było coś dla każdego z nas. Na oczy zobaczenie innych, a nie dumanie w czterech ścianach tylko ja słucham już tylko Queen w tym kraju.
Przy okazji spotkania wyszło wiele kwestii od małp Bonowo, zobaczyć sobowtóra Lavendy córki Iki i słodkich wisielców na suficie. Przy okazji wyszło, że mam swoich fanów ;) zjawiło się ich z 4 :P tylko autografów jeszcze nie chcą L ale do czasu……
Przestaje chyba jednak czaić klimaty Kota…. Mój umysł podąża jednak w inną stronę patrzenia na świat niż Tadzmachal….. no ale czekam co Crystal, Mateo i Kot wyprodukują muzycznego….. no byle Crystal nie wył do mikrofonu ;)
Ogólnie opadłam z sił i nie starcza mi ich aby siedzieć tyle na spotkaniach co kiedyś……. Eh starość….
Przy okazji spotkania dokonała się analiza planów wyjazdów. Z braku informacji od Zbyszka ludzie poczuli się lekko zawiedzeni. Mieli ochotę pojechać na kraniec Polski do NML. Może zaś w grudniu do Whitestoka jakaś ekipa się zbierze kto wie.
I tak przy okazji zagadałam sobie z Gosią z Whitestoka na GG o spotkaniach, życiu, cichych tajemnicach i innych fanach. Taka odmiana w klikaniu z fanami.
Tak jak dziś odezwał się Witek.. aby chyba tylko się pochwalić….. eeeee to mnie nie jar tylko dusi….. jak to Kłin mi napisał Witka raduje to, ze sobie box kupił w Londynie……. I zaczęłam się zastanawiać czy to widać na opakowaniu ;) Mnie jeśli już zapadają specjalne okoliczności kupowania czegoś…… a było takich kilka.
Posiadam już Absolutnie Genialną składankę, która jest absolutnym nieporozumieniem….. brak naprawdę ciekawych zdjęć z lat80, brak Innuendo (zaprawdę sam Roger w wywiadzie się temu dziwi skoro to numer jeden był! Dowcip sezonu, to kto tak naprawdę wybierał kawałki?!), jakość nagrań video bez minimalnego remasteru i brak obsługi FF. Jedyna zaleta jakość dźwięku. Dzisus niech fakt, że nie otworzyłam od razu opakowania z tym Absolutem utwierdzi was, że nie jest to porywający twór. Ja co zębami zrywam po wyjściu ze sklepu folię to pół dnia nie otwierałam tego. Może chora jestem?
Przechodzę ostatnio na ciemna stronę muzyki elektronicznej, klubowej i Płynej.
„w limassol różowe życie w limassol możesz montować bojlery albo pracować albo pracować albo pracować w grocery store
w limassol pokoje z widokiem w limassol na wino na jazz na parasole pachy pachną słońcem
pachy pachną słońcem w mieście limassol i aerozolem pachnie świata tło pachnie świata tło
tu na wyspach wyspach cyprach nie ma trypra nie ma łez babom dąsy chłopom wąsy rosną wzdłuż i wszerz i wnet i aerozolem i aerozolem i aerozolem pachnie świat
po radziecku mówię dziecku co tu dobre a co nie czemu tu aeroplanem lewą stroną leci się czemu raz ta mama a raz tamta mama czemu rastamama tuli mnie
pachy pachną słońcem w mieście limassol i aerozolem pachnie świata tło pachnie świata tło”
bezbłędny tekst…….
Może zrobię coś użytecznego dla siebie i innego fana w tych kilku godzinach niedzieli jakie zostały
P.S. Kupiłam za całe 99p mp3 Rogera…. Wzięli kasę i uciekli…… do dziś dnia nie mam aktywnego linku ……… ściągnęłam z Huba……. Ale reklamacje złożyłam nie dam się oszukać….. technika XXI wieku…….
Mogłabym opisać mój psychodeliczny sen. W skrócie rzecz ujmując Roger był przewodnikiem po własnym domu. Na kanapie jak stali bywalcy siedzieli Prezes, Aśka i Ika. A ja z kimś szłam za Rowerem i oglądałam długie korytarze jak w zamczysku. W sumie pewnie efekt słuchania przed snem nowej piosenki Rogera.
A dziś spotkanie w nowo starym miejscu. Zobaczy się jak ludzie przyjmą to, ile się osób zjawi, co złego Crystal zrobi i co będziemy śpiewać. Musiałam zrobić mały remanent głowy Fredka na dziś….. aby nie wyglądał jak własny cień ;) Zgrałam jakiś nowe straszne przeróbki piosenek Queen do puszczania. Może ludziska nie uciekną.
A w Polsce spotkania fanów w najbliższym tygodniu. Oby owocne i pełne dobrej zabawy. Może wreszcie ludzie się rozkręca i przełamią.
A dziś słucham wszelakiej mieszanki muzycznej i trafiła się Marianne Faithfull wykonująca:
„I'm a loser And I lost someone who's near to me I'm a loser And I'm not what I appear to be”
I może wreszcie zrobię coś dziś z sensem, bo zaczynam nie robić tego od czego zależy moja przyszłość. Bo na razie to widzę ja w czarnych barwach.
I jeszcze..... niby prawie mi lewym bokiem wyszła ostatnia petycja z Ukrainą i okładkami i DVD, ale....... odkużyli Xmas75..... warto wierzyć, że miało się mikroudział w tym. Nie po to wysyłałam list do Londynu z naszymi podpisami... przeciez Grupa Trzymająca Władzę musi dotrzymywac słowa......
Ledwo mówię, ledwo zipie…. Pani w metrze chciała mi wczoraj ustąpić miejsca, aż tak mi źle z oczu patrzy?!
W ogromie otaczającego Sajgonu… miałam wyczucie chwili….. sprawdziłam pocztę i informacje jest fragment do odsłuchania nowej piosenki Rogera. Nie ma jak wiedzieć kiedy iść na herbatę…. I odsłuchałam w pracy w tumulucie… było warto dostałam porcję energii na resztę dnia i dlatego ustałam pewnie w metrze.
Przy okazji wyszło jak mało ludzi obchodzi to co dostają w prezencie. Fragment piosenki został udostępniony ze słowami aby nie wrzucać tego nigdzie. Ale co z tego. Skoro już dziś jest na Youtubie. I dzięki takim ludziom ma sens dawania czegoś fanklubowi, aby członkowie jego poczuli się wyjątkowi? Pierwszy raz odkąd tam jestem poczułam się Special. Poczułam, że jednak warto wydać te nie małe pieniądze. Bo bądźmy szczerze kogo jeszcze kręcą tak bardzo fanziny?! 10 czy 30 ;lat temu to było coś. A dziś w dobie Internetu. Trzeba umieć przyciągnąć czytelnika. Hmmm ciekawe czy polski przyciąga :P No jak go dostaną po pół roku….. :P Może na gwiazdkę dostaną najnowszy… oby….
A muzyka? Jak na razie nowe nagranie Dziadka mi odpowiada. Niech sobie Bizon marudzi. On tylko marudzić potrafi. Ręka do góry kto twierdzi inaczej? A poważniej. W poniedziałek się okaże co z siebie wykrzesał Roger. Może jednak wykluje się z tego całkiem fajny kawałek i album na poziomie. Taki, którego fani będą z przyjemnością słuchać, a nie pod szafą chować.
Piosenka kojarząca mi się z Prezesem, ale tutaj z dedykacją dla Fenderka.
Wysłałam chyba z 50smsów, tyle samo lub więcej emali…… istna kampania reklamowa.
Oby trud był wart sprawy.
Porywający kawałek nie trzeba rozumieć słów ;)
Kawałek, który musiałam poznać po lekturze biografii Boba Marleya.... ale nie jest reggae.
Dziś zaczęłam przepisywać moje kapowniki. Wpisałam daty urodzin niektórych z was. Ci co dostają smsem życzenia to wiedzą ;) A reszta niech żałuje ;) Nieraz się sile na jakieś specjalne teksty okolicznościowe, bo zwykłe WSZYSTKIEGO NAJ to mnie skręca i pytam się ŚMIERCI? POGRZEBU?
Najbliższe składanie wyszło mi w grudniu chyba, że kogoś istotnego pominęłam na listopad ;) Brokuł w urnie nie ma komórki, więc życzeń nie dostanie ;) Taki inside joke jak mawia towarzysz Brokuł tfu Lemur…… (na mózg mi się rzuca ostatnio)
Z drugiej strony zaczęłam za myślą MarcinaN przepisywać kapowniki. A nóż, a łyżka ktoś mi je ukradnie… i co ja biedna zrobię. Trzeba kopie zapasową stworzyć na użytek domowy. I tu masa wspomnień idzie z każdym wpisem, no dobra ściema nie pamiętam tych 200 czy więcej ludzi co mi się wpisali. Ale tych co kojarzę, znam dobrze, średnio lub doskonale to zawsze jakieś wspomnienie. Czasem pamiętam moment wpisywania, okoliczności, przyczyny wpadek z numerami telefonu czy coś szczególnego. Masa życia…… pierwszy zlot, pierwsze spotkanie fanów w Wawie, dopiski odręczne, bo ludzi czasami nie poznałam na żywo lub po długim czasie poznawałam choćby usmc czy Fenderka czy Bizona czy Rory czy Spike Jr. Zawsze to coś specjal poznać mieszkańca wpisanego adresu. Tu przypomina mi się jak wysyłałam płytę do Mikea i wpisałam źle ulice, a i tak doszło….. widocznie Mike w łodzi to jak św. Mikołaj zawsze dojdzie ;)
A teraz idę na nowy serial FlashFoward…….
Znowu będę mieć o czym gadać z Lemurem…. Bo on lubi takie klimaty i pewnie też obejrzy lub nie ;) Przynajmniej Lostów ogląda jeden porządny ;)
Lawirując między zmiennym prądem życiowym, walcząc z dziwnymi przypadkami, czarną serią złych wydarzeń jakoś żyje.
W tym wszystkim jakimś dziwnym promykiem był Pius nie aż tak szokujący skoro od marca było już coś wiadomo o czymś nowym Rogera. Przy okazji wyszło szydło z wora…… że oni to jednak nie są normalni z ich pomysłami. Już nie staram się tego tłumaczyć jakkolwiek ich wyskoki w krainę Idoli, Fabryk gwiazd czy jak to się zowie. Brakuje ich tylko na dożynkach w Spale. Kiedyś to się tylko po koreańskiej telewizji plątali. Kto widział Collinsa czy Bono w Idolu? Śmiech na sali. Są inne metody promocji nowych wydawnictw……. Mam nadzieje, że choć nowa piosenka Dziadka Rogera to uratuje. Przy okazji mnie rozbawiło jak niektórzy łatwo wierzą we wszystko co znajdą na Youtubie czy gdziekolwiek przeczytają. Oby w rzeczywistości nie był to kolejny absolut gniot.
Dziś dostałam mega spóźniony, ale mega wyczytany w myślach gift od meg. Notes do wpisywania dat. Planowałam spisać daty urodzin, imienin i innych spraw na kartkę i mieć przed oczyma. A teraz taki wypasiony gift. Z innej beczki nadal nie wypiłam giftu od Rory, Michała, Prezesa, Marcina no i Lemura. Chyba czeka to na jakąś specjalna okazje. Chociaż ze 3tyg. temu miałam ochotę tym zalać robaka.
Nie wiem co z zinem. Prezes zaginął chyba w akcji….. kiedy już mamy materiału aby coś z tego wyszło. Jak ja lubię takie sytuację.
Szykują się już 3 spotkania fanów Queen z okazji 18 rocznicy. Toruń, Warszawa, Nowe Miasto Lubawskie.
Kto kolejny dołączy? Czyżby nowa moda?
Planowałam coś dywersyjnego z radiem za radą Pana Wrocławia, ale chyba olali sprawę jak zawsze. Tak to bywa w radio…. Może jeszcze do 24.XI coś wydumam. TV4 też olało…… same buce w tym kraju.
Idę czytać książkę o kryminalistyce….
Dziś w pracy założyłam czarny, gumowy fartuch….do tego grube gumowe rękawice wyglądałam jak rzeźnik z koszmarów Prosiaczka ;) Nawet nie mam czasu radia w pracy słuchać…… co za życie……
znalazłam odpowiedź na pytanie Fenderka czego oczekuje od muzyki…….. tego
a słownie napisze już na “kochanym” forum fanów Queen
Jedni piją, ćpają, palą i inne zakazane czynności wykonują…….. a mi dusze ratuje muzyka i takie rzeczy jak dziś.
Dziś doszła do mnie książka. Kuźwa jeśli to książka to Absolutnie G będzie chyba przy tym broszurką. Coś pięknego czekałam na takie coś!! Tak cudownie wydane. Grube, wielkie i ładne. Prawie 300 stron, albumowe wydanie i ta zawartość. Jeśli ktoś widział książki o Stonsach czy Żukach to wie co mogę mieć na myśli. Tutaj autor nie miał dostępu do prywatnych archiwów artystów, bo wtedy to byłaby genialna książka. Ale nawiązał kontakt z Peterem Hincem, Martiną Skalą czy QueenMuseum i innymi osobami związanymi z Queen i skorzystał z ich kolekcji. Powstał piękny album z mniej lub bardziej znanymi zdjęciami, a czasem czymś nie publikowanym staranie opisanymi. A między tym treść, cytaty, opinie, recenzje, daty koncertów. Ale chyba najbardziej urzekła mnie obok zawartości staranność szaty graficznej, układ zdjęć, gadżetów widać, ze osoba, która to robiła znała się na tym. Jest elegancko, widocznie i nie przeładowane na jednej stronie. Ponad godzinę siedziałam i na szybko obejrzałam książkę. Autor sięga do książek innych o Queen, analizuje fakty i można wiele wyczytać. Chyba dawno, albo nigdy nie było tak rzetelnie zrobionej biografii Queen. Oczywiście treść jest tylko otoczką, bo to ilustrowana historia zespołu, więc nacisk był na wizualna stronę. No, bo chyba gdzieś mi umknęło w tzw. oficjalnej biografii, że John myślał o separacji z Weroniką pod koniec lat 80. Mam wrażenie, że wiele rzeczy poddam ponownej analizie związanych z Queen, pewne rzeczy znowu się przetasują, pewne fakty dojdą do ogólnego wizerunku i staną się bardziej jasne pewne decyzje, zachowania i wpływ tego na muzykę.
I chciałabym, aby moja, tfu Nasza książka tez tak wyglądała. Czasem tracę nadzieje, ze to będzie nasza książka. Czasem w ogóle tracę nadzieje, że cokolwiek z tego wyjdzie, że ujrzę wydrukowane Podziękowania na ostatniej stronie książki i dedykacje na pierwszej. Ale czyż Wielki Julek nie powiedział:
Lecz zaklinam — niech żywi nie tracą nadziei I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
Ogólnie składam podziękowania dla córki Oli aka Rory za jej telefon.
I tak Anioła Forum Bebe The Doora w znakomitej wersji dźwiękowej… ale podbicia aż mi ciarki po palcach na klawiaturze szły ;)
A ja zostałam tylko nędznym człekiem roku.... nie no Fenderek lepsze cyrki na forum odstawiał niż ja. Ja tylko jego ukochany temat skasowałammmmm Może za rok Cyrkowiec Roku ;) I tak mu gratuluje :) za rok napisze nie głosować na mnie.
Tym optymistycznym akcentem……. Miało tak być, ale nie potrafię…… to zbyt fatalny dzień w całkowitej wymowie……… kuźwa dzień najbliższe dni…..
Kończę pisać o Lemurze. Ale chyba zapomniałam co miałam pisać. Ogólnie to, że biedaka wciągnęłam w gry……. Siatkowe. Jego wślizgi chyba nie pasują do siatki, ale nikt mu tego nie powiedział… ale wyrobi się chłopak. Po za tym wie, że jest bad boy, bo jak zaczęłam mu zadawać pytanie o QP to nim skończyłam już się złamał i skruszył… taką mam siłę w spojrzeniu.. a wszystko to chęci i priorytety, a nie tylko czcze gadanie.
Ogólnie to dobry z niego borsuk. Tak jak z meg, z która przegadałam godzinę omawiając wszelakie sprawy od ślubu, cukini po losy fanów.
Spotkanie? Nowe miejsce, nowe wyzwanie. Wielkość sam raz dla nas, a nawet ciutek za mało. Ale jak zawsze daliśmy radę dzięki Agentowi Tomkowi. Chociaż ceny mógł być ciutek niższe i odtwarzacz czytający bottlegi. Ogólnie klimat dawnych spotkań siedzenie, gadanie, rotacja, picie i odśpiewanie lekko Bo Rhap w wersji warszawskiej. Zjawiło się cos nowego i oby wróciło na kolejne spotkania. Starzy bywalcy powrócili i stali ciągle są. Nie było skandali. Nikt nic nie stłukł.. znaczy się Crystal. No chyba, że robił to po kryjomu. Ogólnie przodował ekipie co na finał poszła do kolejnego baru. Pomijam fakt, że Mateusz chciał ze mnie zrobić perkusistę w ich zespole…… z czego wywnioskował, że mogłabym się nadawać? Na to mi już nie udzielił odpowiedzi. Kolejne zagadka do rozwiązania. Jako nowa świecka tradycja wyszło całowanie lub wedle zwyczaju lemurzego lizanie głowy Fredka. Tylko fani z Polski są tacy szaleni i tragiczni….. Ale nie my urwaliśmy głowę…. Może Mary? Fascynujące jest to, że na spotkaniach mogę omówić kwestie ogrodnicze z Agą, techniczne z MarcinemN, muzyczne z Crystalem i wszelakie inne z każdym innym uczestnikiem. Obsługa chyba z nas zadowolona, bo zapewniliśmy zysk. Pewnie do pierwszych zniszczeń lub jak zobaczyli co zostawiliśmy po sobie.
Miałam napisać o wyborach na forum…. Ale nie mam na to sił psychicznych.
Qndzia…..
Znamy się tylko widzenia…… no znam już jej mamę i siostrę…….. ile to już lat pisania do siebie? Chyba rok z hakiem? Taki mój kaprys. Lubię pisać listy. Tylko traf chciał, że meg i Qndzia piszą długie listy, więc odpowiedzi trzeba długie pisać. Plus obie lubią herbaty i można robić wymianę. Przynajmniej nie mam nudno, bo obie piszą o czym innym, na inne problemy i aspekty życia patrzą. Qndzia na ducha, meg na praktyczna stronę życia. Tylko ja dostaje rozdwojenia jaźni co, której piszę i jaką herbatę wysyłam. Sama Qndzia? Chyba dobra do posłuchania, wyżalenia się czasem, spojrzy młodym okiem na poglądy starucha i wariatki. Może czasami zbyt emocjonalnie podchodzi do życia. Zadziwia mnie jej zapracowanie, jej zajęty po brzegi dzień, tydzień, miesiąc. Jej plany i ambicje. Ja taka nigdy nie byłam. Takie osoby dochodzą daleko w realizacji swoich planów. Może kiedyś odbierze nagrodę Nike……. Może kiedyś zagra u Jandy lub poleci w kosmos. Czasem się wydaje, że w młodym ciele starych duch. Ale pozory mylą. Może dlatego pokochał ja Wyrak… alias Lemur….. kuźwa w ogóle co to za ksywka Wyrak kojarzy mi się z wrakiem na dnie morza….. takim zarośniemy przez glony może to aluzja do szczeciny Lemura?! Po za czytaniem listów Qndzi, czytuje jej blog…… czasami nic z tego nie pojmuje, a czasami bardzo wiele, ale taka przypadłość tych miejsc. Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Ogólnie musicie poznać ją osobiście, aby wiele odkryć.
Qndzia to wspomnienie z niedoszła sztuką wystawianą na zlocie……. Byłby to hicior lepszy od TVN Grzesznych i sławnych…… przynajmniej był ubaw przed zlotem. Może powinna pisać do fanzinu? To ona zapoczątkowała niekończącej się opowieści pod tytułem Another Strory About Queen. I chyba na dziś tyle o niej.
A tylko napisze, że jak ktoś powie coś złe o Paulu R o dostanie w nos. On to przynajmniej przysłał cos więcej od Briana…… Z lekkim opóźnieniem, ale dostałam fanty na aukcje zlotową. Plus osobisty list od asystentki…… Za to PR ma u mnie wielki plus. I do następnego zlotu będą czekać. I to jedyny optymizm chyba w tym tygodniu.
W ramach smętów pełnych bólu i rozpaczy (przypomniał mi się List Wertera okres burzy i naporu pewnie myle epoki hihi).....
jak ten facet wykręca piruety na akustyku...... znam lepszą pieśń ale Youtube nie posiada jej w zbiorach.
Wczoraj Wyrak alias Lemur (jak to MarcinN stwierdził Łukasz musiał się przyzwyczaić do Lemura a nie le_mmora)……… (C.D.N.)
Po 4 godzinach od napisania poprzedniego zdania……. Stwierdzam, że nie mam siły, zmiana czasu i wszystko i napiszę o spotkaniu, telefonie, wyborach, Qndzi w środę….
Uffff skończone….. prawie poszłam w ślady Bizona w długości artykuły.. ale się zahamowałam. Chyba 3,5strony starczy… stwierdziłam, że resztę zostawię na kolejne artykuły. Trzeba mieć o czym pisać w przyszłości do fanzinu.
A dziś wieczorkiem kolejne spotkanie. Statystycznie rzecz ujmując każdy lokal nas goszczący jest zamykany po pewnym czasie. Jedynie Alternatywa się ostała, bo sami z niej zrezygnowaliśmy. Może właściciele nas nie wyrzucą po godzinie, a nowi fani nie uciekną za szybko.
W zeszłym tygodniu mało bym głupoty nie popełniła kosztownej jak przelot do Abudabi ;) Wystarczy powiedzieć, ze stokrotnie szalony bardziej jest ode mnie Kłin, który się dał omamić jak i kilkaset innych fanów. Są jakieś racjonalne granice zbierania. Jak mu napisałam wole kupić nową książkę o Queen niż coś takiego, które nie jest warte swojej ceny patrząc na zawartość. A cała zawartość będzie do kupienia osobno no i jak powiedziałam tak się prawie już stało. I co za logika?
Hmmm zapomniałam już o kim pisałam w ramach Alfabetu Dagi, a o kim nie…… pomijam Lemura, bo to fakt oczywisty…… jak sobie przypomnę i sprawdzę to będę pisać.
Pewnie jutro po spotkaniu coś nieoficjalnie napiszę. ;)
Sobota to koncert Tori Amos…… wiedziałam, że kobieta, że ruda, że gar na fortepianie….. cała moja znajomość tej osoby……. Z wielką doza niepewności poszłam na koncert…
Okazał się momentami bardziej rockowy do Q+PR!!!!! Może Tori mało mówiła do nas, ale uwodziła nas ciałem i słowem, szokowała……
Poznałam inną stronę muzyki. Warto było.
Poznałam inną stronę szalonych fanów.
A potem znowu wysłuchałam opowieści o Queen, fanach..... jaki ten świat jest mały znowu…..
Ja znam mało nie polskich fanów, ale mój towarzysz wszystkich ich znał.. i nie tylko ich ;)
Reasumując
Fenderek masz pozdrowienia do Andyego. Andy cię doskonal opisał z wyglądu łącznie z zarostem i bandami. :P Świat jest za mały.
A jak poznałam Andyego. Na koncertach trasy 2008r. rzucił mi się w oczy, bo witał się z Rogerowymi fankami i tyle. Chyba w Wiedniu na After Party się przywitaliśmy i tyle. I setki fanów się poznawał, więc łatwo zapomnieć. Ale na zlocie w UK podchodzi do mnie i mówi widziałem cię na koncercie. A ja w szok! Tyle osób i mnie zapamiętał. Potem wysłał foto na email z koncertu gdzie jestem, bo stał po drugiej stronie sceny i tak mam pamiątkę z Pragi. I tak to jest. No i Facebook ;) najlepsza łączność z fanami z UK i nie tylko.
- w tle Black Diamond –
Chyba musze jeszcze po marudzić Bizonowi o artykuły do zinów, może się zlituje….. no właśnie może Freestone się zlituje i odpowie na pytania….
A o kiczu jak zawsze sobie pogadałam z największym kicz fanem czyli Kłinem. Od tego jak się przechowuje płyty, co by tworzył się Fredek po grafikę okładek i Andy Worhola.
Dobra idę pisać coś do fanzinu ……. Chyba
- w tle Parchment Farm-
Fenomenalne znam piosenki, a nie wiem kto i co śpiewa….. po kija to wiedzieć… ważne, ze mi się podoba lub nie……